13.05.05 // ..................Gaulois.................... »

 
Myślałam, że czas goi rany, ale minął drugi miesiąc
a ja znowu płaczę gdy o tym myślę.

Zacznę od początku....
Pewnego, pięknego dnia znalazłam gdzieś ogłoszenie
o wystawie kotów rasowych. Zawsze wolałam psy
( w domu rodzinnym ciągle mieliśmy jakieś psy, koty
i inne zwierzaki ), ale chciałam zobaczyć jak wyglądają
te różne dziwolągi rasowe.

Pojechaliśmy....

Kociaki były bardzo fajne, ale jeden z nich wpadł mi w oko.
Porozmawiałam z jego właścicielem - kotek był rasy Cornish Rex
i miał dopiero kilka tygodni. Rzucił mi się w oczy, bo był bardzo
towarzyski i wesoły. Kosztował 950 zł....

W domu natychmiast zaczęłam kopać w necie w poszukiwaniu
informacji na temat tej rasy - byłam w szoku - ten kociak miał
się zachowywać jak pies, miał mieć psi charakter ( zwykle
nie pałałam do kotów większym uczuciem, bo brakowało mi
ich zainteresowania moją osobą :D )

Zakomunikowałam Misiowi - musimy mieć tego kotka z wystawy...
Kasa na początku wydawała się kosmiczna, ale udało mi się
namówić hodowcę na dwie raty i kotek wszedł w nasze posiadanie....

A na imię mu Gaulois ....

Był niesamowity !!!! Kto nigdy nie dotykał Cornisha - nie będzie sobie
w stanie wyobrazić jak nieziemsko miękkie ma futerko. Porównać
je można jedynie do niektórych pluszaków z firmy Nici. Zwykłe koty
wydają się wręcz szorstkie w porównaniu z nim.
Od razu się z nami skumplował - tulił się, łasił i piekielnie głośno mruczał
( też wcześniej się nie spotkałam z tak głośnym mruczeniem ).
Niestety natychmiast jak się tylko pojawił wystąpiły u mnie objawy
uczulenia. Poleciało mi z nosa, zapalenie spojówek było tak okropne,
że jedno oko mi mocno spuchło, na rękach i twarzy pojawiła się
egzema :( Całe szczęście, że miałam w domu Zyrtec ( córce został
po chorobie ) Po jego zażyciu objawy ustąpiły.

Przez dwa tygodnie pieściliśmy Galusia a on pieścił nas. Spał razem z nami
w łóżku tuląc się do nas jak dziecko. Czasem wychylał się spod kołdry
i wyciągał swoje długie łapki głaszcząc swoimi cudownie cieplutkimi
poduszeczkami nasze policzki. Bardzo często ocierał się swoją głową
o nasze twarze, mruczał... był niezwykle towarzyski - właściwie cały czas
nam towarzyszył. Czasami tylko wpadał do łazienki połowić w samotności
rybiki cukrowe :) Było nam razem cudownie - bardzo go wszyscy pokochaliśmy,
ale na drodze stanęła moja alergia. Wizyta u alergologa i czytanie wypowiedzi
alergików i lekarzy na różnego rodzaju forach - nie dały nam nadziei - kotka
trzeba oddać hodowcy....

Zawieźliśmy go....pamiętam ten dzień jak dziś ... był schowany pod
moim płaszczykiem, przytulony....u hodowcy nie chciał mnie puścić, choć
przecież tam się urodził... Zostawiłam go...takiego ufnego, kochanego Galusia...

Przez kolejny tydzień wyłam praktycznie bez przerwy. Już na drugi dzień
dzwoniliśmy do hodowcy, żeby go oddał - wolałam chorować niż żyć bez niego
( niestety za późno sobie to uświadomiłam :(((( ) Hodowca się na to nie zgodził :(((,
ponieważ w razie wystąpienia astmy byłabym ponownie zmuszona się go
pozbyć...

Minęło tyle czasu, a ja za nim bardzo tęsknię i znowu wyję :((((


komentarzy [6] Komentuj z głową »
10.06.05 17:39, julia
ja miałam królika którego bardzo kochałam i chomika którego także bardzo kochałam ale mój brat jest alergikiem to s trasznie przykro oddawać ukochane zwierzaki

14.05.05 15:36, PrettyWoman// :(
Smuto mi ja to czytam.Przykrom mi!Ale nie przejmuj się będzie dobsie
14.05.05 10:05, ajrisz // smutne... :(
Zwierzaki to tak kochane stworzenia... Szkoda że musiałaś się rozstać ze swoim ulubieńcem. Pozostaje wierzyć, że znajdzie szczęśliwe miejsce w swoim kocim świecie - mimo wszystko... Że zaopiekuje się nim ktoś, kto go równie mocno pokocha...

14.05.05 09:46, Pulpecja * Dudzinka // ehh...
Ja też nie sądziłam, że aż tak go pokocham....ale to dlatego, że nie był to zwykły kot....to Kot Kosmiczny....Tym bardziej czuję się skrzywdzona, że wcześniej nie miałam na nic konkretnego uczulenia, zajmowałam się świnkami morskimi, myszami, miałam też k

14.05.05 00:19, bababafsdfgsdgfsda  // to boli
no tak to czasem bywa:( Przykro mi bardzo...ja mam mojegokochanego kota i nie odalabym go za nic na swiecie nikomu i pod zadnym pozorem...ale chyba Cie rozumiem. Coprawda ja nie mam na nic uczulenia ale wyobrazam sobie ze to meka miec uczulenie na cos co
13.05.05 22:58, m&m's
smutne. chyba naprawe go pokochalas... nie przepadam za zwierzetamichyba ze rybki) , wiec nawet nie wiem, co mozna w takiej sytuacji czuc. bardzo Ci wspolczuje. BTW kociak mial naprawde dziwny pyszczek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz